Prasa: Rosja zaprzestała dotowania Białorusi

(PAP, tm/12.05.2006, godz. 16:04)

Rosja wprowadziła sankcje ekonomiczne wobec Białorusi wcześniej niż Zachód - ocenił w piątek lider białoruskiej opozycji demokratycznej Alaksandr Milinkiewicz, komentując doniesienia o zaprzestaniu dotowania Białorusi przez Rosję.

Na konferencji prasowej w Mińsku powiedział, że wejście Białorusi do wspólnego państwa z Rosją w tych warunkach należałoby uznać za "anszlus".

Milinkiewicz komentował artykuł rosyjskiego dziennika "Kommierstant", informujący, że prezydent Władimir Putin nakazał rządowi, aby zaprzestał dotowania gospodarki Białorusi. Według dziennika, prezydent Alaksandr Łukaszenka może temu zapobiec, godząc się na utworzenie wspólnego białorusko-rosyjskiego państwa na warunkach Moskwy.

Według Milinkiewicza, można było oczekiwać takiego kroku ze strony Rosji, bo Łukaszenka najpierw chciał zjednoczenia Białorusi z Rosją, a potem ostygł w tych dążeniach, nie chcąc tracić władzy. "Dlatego ekonomiczne sankcje ze strony Rosji nastąpiły wcześniej niż ze strony Zachodu" - ocenił lider białoruskiej opozycji.

Zaznaczył, że zaprzestanie dotacji ze strony Rosji będzie dla Białorusi poważnym ciosem. "Źle się stało, że rząd nie wykorzystał ulgowych cen, by się przygotować do wyższych. Za ten błąd przyjdzie zapłacić" - powiedział.

Podkreślił, że na Białorusi nie ma żadnych liczących się sił politycznych, które opowiadałyby się za likwidacją białoruskiej niepodległości. "Nie wiem, na co może liczyć Rosja w tym względzie" - przyznał Milinkiewicz, przypominając, że w sondażach tylko 6 proc. Białorusinów popiera wejście kraju w skład Rosji.

"Dlatego nie całkiem rozumiem, z kim (Rosjanie) zamierzają zawierać umowę związkową. Z czymś nieistniejącym? Jeśli taki układ zostanie zawarty, to ja go będę nazywać tylko +anszlusem+" - zaznaczył.

Według niego, Zachód nie powinien uznać takiej umowy, bo powinna ona być poparta referendum, którego - jak powiedział Milinkiewicz - "w naszym dyktatorskim kraju nie sposób przeprowadzić i nie wolno uznać".

Nie wykluczył, że sprawa ta zostanie podniesiona na szczycie G-8 w Petersburgu. Jego zdaniem, kraje demokratyczne powinny ją poruszyć, gdyż jest to problem europejski.

"Nie wykluczam, że jest to ostatnia rozpaczliwa próba doprowadzenia do końca umowy, która z zasady nie może być doprowadzona do końca" - dodał Milinkiewicz.

Podkreślił, że opozycja opowiadała się zawsze za ścisłą współpracą z Rosją na równoprawnych warunkach, na podstawie wzajemnego zaufania i przewidywalności. Zaznaczył, że "jeśli jest się w czym integrować z Rosją, to jest to gospodarka".

"Jakie może być polityczne zjednoczenie, jeśli w gospodarce nic nie wychodzi. Dlatego nie całkiem rozumiemy, co się dzieje i ubolewamy, że w Rosji nie ma prawdziwej polityki strategicznej wobec Białorusi" - powiedział.

Inny z liderów demokratycznej opozycji Siarhiej Kaliakin przypomniał, że rosyjskie dotowanie sięga rocznie 4,5 mld dolarów, dzięki czemu utrzymuje się "białoruski model gospodarczy". Cofnięcie preferencji oznacza dla Białorusi stratę ok. 13 procent PKB. "To praktycznie krach naszego rozwoju i zapaść sfery socjalnej" - ocenił.

Według niego, dla każdego zdrowo myślącego polityka było jasne, że Rosja dotowała Białoruś, licząc na obietnice Łukaszenki o postępie integracji obu państw po wyborach prezydenkich. Tymczasem Łukaszenka "nie zamierza się wywiązywać z obietnic i nigdy nie zamierzał" - powiedział Kaliakin na konferencji prasowej.

 

Prasa Rosja zaprzestała dotowania Białorusi - Wiadomości - Onet.pl Biznes - 12.05.2006